KSIĄDZ ORIONE I JA…

Imagen 005Wstępując do Zgromadzenia nie znałam wcale Księdza Orione. W informatorze „Zgromadzenia zakonne na ziemi konińskiej” znalazłam krótką informację o niejakich Małych Siostrach Misjonarkach Miłosierdzia. Słowa Założyciela, które były tam zacytowane lekko mną potrząsnęły: „Lepiej jeden klasztor mniej niż jedna zła zakonnica więcej”. Radykalne – pomyślałam – nie ma żartów!…

Najpierw poznałam córki księdza Orione. Było to w Kole, na rekolekcjach dla dziewcząt. Jawiły mi się one jako osoby bardzo serdeczne i nie stwarzające dystansu w relacjach. Były naturalne, szczere, zawsze blisko uczestniczek i otwarte na ich potrzeby.

Czas formacji początkowej nie przybliżył mnie do realnej osoby księdza Orione. Pozostał dla mnie surowy i wymagający, walczący z tchórzami w króliczych futerkach. Miałam wrażenie, że w każdym swym liście krzyczy i nie wiedziałam czego ode mnie chce…

Tak było do momentu spotkania dla sióstr zorganizowanego w domu prowincjalnym, które miało na celu pogłębić w nas duchowość charyzmatu. W przedstawianych wypowiedziach Księdza Orione zaczęłam zauważać człowieka pełnego niesamowitego poczucia humoru. Już nie krzyczał, nie wymyślał od królików… a raczej łagodnością, cierpliwością starał się wykrzesać z człowieka, na którym mu zależało, to co najlepsze dla większej chwały Bożej…

Od jakiegoś czasu zauważam, że ksiadz Orione się do mnie uśmiecha. Ten z obrazu w prasowalni i ten ze ściany refektarza… Do tej pory okazywałam mu swoją obojętność. Myślałam: “Wiem, wiem… Pewno się cieszysz, że nie jestem już królikiem…”. Ale dziś to ja mam potrzebę żeby spojrzeć mu w oczy… , tym razem to ja szukam jego wizerunku… bo zrozumiałam, że jest on takim właśnie Założycielem jakiego chciałabym mieć.

Myślę, że chciał mieć „swoje” siostry „inne” niż te co były do tej pory. Nie chciał, dam noszących z dumą habit, dystyngowanych kobiet z klasztoru, które czynią miłosierdzie z poczuciem wyższości… Pisał o nas: „Są ubogie, ubożuchne, i ubierają się, odwrotnie niż Paryżanki, w szmaty. Dom na San Bernardino jest domem biednym, dla ubogich ludzi, bez wyglądu, nie przypomina konwentu ani instytutu zakonnego: wszystko w nim świadczy o ubóstwie, jeśli po prostu nie o nędzy” (Rzym, 18.11.1920; Pisma 39,142ss.).

Napierano na niego, by spisał Reguły Zakonne, domagano się tekstu Konstytucji, okazywano niezadowolenie i rozczarowanie jego brakiem organizacji. Ale on po prostu nie chciał, żeby przywiązano większą wagę do formy niż do treści. Tłumaczył, mówiąc o siostrach: „Do tej pory nie mają innej ustawy jak tylko świętą Ewangelię, z całą miłością i świętą wolnością, którą nasz Pan je opieczętował, i mają rozkład dnia. (…) zostały posłane by świadczyć miłosierdzie, przez co zostały nazwane Misjonarkami Miłości. (…) Nie ma pośpiechu ani z ustanowieniem porządku klasztornego, ani z zaciąganiem zobowiązań: będzie, co się Panu podoba. Teraz nie pragniemy niczego innego, jak tylko urabiać naszą duszę w Jego Bożej miłości i miłości bliźniego – cała reszta wydaje się nam bardzo drugorzędna i co ważniejsze, bardzo, bardzo względna” (Rzym, 18.11.1920; Pisma 39,142ss.).

Mimo to spotyka się z niezrozunieniem tych, którzy myślą, że wiedzą lepiej i widzą dalej. Świadczą o tym pełne taktu i delikatności słowa z listu do jednej z dobrodziejek: „Chcę zapewnić najlepszą Pani córkę, że nie zinterpretowałem wcale źle jej uczuć – więc niech odejdzie jak najspokojniejsza w Panu. Pani córka mówi mi o rzeczach trudnych… «o zobowiązaniach, z którymi powinienem był ją zapoznać, jak Reguły i Przełożeni Zgromadzenia». I mówi także: «Ciągle wierzyłam, że wszystko się ułoży, itd.»”. Ileż pokory i miłości wymaga skromna odpowiedź: „Och, błogosławione dziecko Boga, ale nie wie, że ja jestem biednym wieśniakiem i że nie pojmuję tych trudnych rzeczy. I jeśli Błogosławiony Cottolengo nie dał Reguł aż dopiero siedemnście lat po swojej śmierci, to czyż ja potrafię dać je za życia?” (16.02. 1927. – “Distinta Signora, insigne Benefattrice mia e dei miei poveri”; Pisma 47, 69).

Cieszę się, że nam takiego Ojca Założyciela, który wiedział o co mu chodzi… , który chciał przede wszystkim zatroszczyć się o dobrego ducha dla swoich córek. Myślę, że obawiał się włożyć nas w ramki, które mogłyby stać się przeszkodą dla swobodnego rozprzestrzeniania się miłości w takim kształcie, w jakim Bóg chciałby ją mieć w naszej Rodzinie Zakonnej. Dlatego powtórzę raz jeszcze jego słowa: „Nie ma pośpiechu ani z ustanowieniem porządku klasztornego, ani z zaciąganiem zobowiązań: będzie, co się Panu podoba. Teraz nie pragniemy niczego innego, jak tylko urabiać naszą duszę w Jego Bożej miłości i miłości bliźniego – cała reszta wydaje się nam bardzo drugorzędna i co ważniejsze, bardzo, bardzo względna” (tamże).

Poparcie takiego myślenia znajduję w wypowiedzi wizytatora apostolskiego, opata Emmanuela Caronti podczas I Kapituły Generalnej sióstr: „Tak jak pomyślano o gałęzi męskiej, tak należy pomyśleć o was i dać wam Konstytucje. Nie jakoby wam do tej pory brakowało Reguł albo Konstytucji, bo przeciwnie, ks. Orione był dla was żywą regułą przez swój przykład, ale brakowało ujęcia tego w formę jurydyczną, dostosowaną do wymagań Kodeksu [Prawa Kanonicznego]” (Relacja z Kapituły, 9 września 1942 roku (godz. 18,25), w ASPSMC III-c 1-5).

Na koniec zacytuje słowa z piosenki Jacka Cygana: “Życie jest darem od nielicznych dla wielu. Od tych co wiedzą i mają dla tych co nie wiedzą i nie mają…” On właśnie – Ksiądz Alojzy Orione – wiedział, miał i oddał wszystko…tylko czy my to zrozumieliśmy?

M. Faustyna

 

A tutti ha indicato la via del bene.

Imagen 005Ho avuto modo di conoscere Don Orione più di trent’anni fa, quando, nella mia parrocchia “Madonna della Divina Provvidenza” esisteva l’oratorio gestito dalle Piccole Suore Missionarie della Carità, per l’esattezza Sr. Maria Eliodora e Sr. Maria Terenzia. Si è instaurato sin da subito un bellissimo rapporto, fatto di spontaneità, sincerità e di affetti, ed è così che ho cominciato a frequentare la catechesi più assiduamente, a partecipare insieme ad altre ragazze ai campi-scuola che si svolgevano a Gibilmanna, dove le Piccole Suore mi hanno insegnato a pregare con la “Liturgia delle Ore” che nutre lo spirito nei momenti principali della giornata e prima del riposo notturno, in maniera che il tempo e il lavoro vengano santificati dalla preghiera.
Durante la Messa, che nel campo-scuola si svolgeva ogni giorno nel tardo pomeriggio, il sacerdote Don Castellaro (o Don Valenza), svolgeva un’omelia che portava al cuore dell’esperienza di santità di Don Orione; cioè alla vita di carità alimentata dall’esperienza di Dio ed espressa nell’amore verso il prossimo, infatti Don Orione è lo “stratega della carità” che proclama “Solo la carità salverà il mondo” e ancora “La Carità deve essere il nostro slancio e il nostro ardore, la nostra vita”.
Se S. Giovanni Bosco fu l’esempio per l’educazione dei ragazzi, S. Luigi Orione fu l’esempio per le opere di carità; girò varie volte l’Italia per raccogliere vocazioni e aiuti materiali per le sue molteplici Opere perché “nel suo cuore davvero c’era posto per tutti”. A tutti ha indicato la via del bene. Umile e ardimentoso, in tutta la sua vita fu sempre pronto e chino sui bisogni dei poveri, tanto da onorarsi dell’epiteto di “facchino della Divina Provvidenza”. Le mie giornate in oratorio con le suore mi hanno portata, come Don Orione, a vivere sempre più unita a Cristo e a capire che ruolo giocano nella mia vita la preghiera, la lettura spirituale e il raccoglimento e a consolidare il mio impegno di non lasciarmi trascinare dalle molteplici occupazioni, ma al contrario sapendole integrare nell’unione con il Signore, così come dice Don Orione “Viviamo in Gesù; viviamo di Gesù; viviamo per Gesù!”.
Quando mi scoraggiavo perché niente va sempre bene, niente resta immutato su questa terra: tutto è soggetto al cambiamento, al deterioramento, all’usura del tempo. Anche gli affetti più grandi, i sentimenti più profondi possono e di fatto mutano, si trasformano, Suor M. Eliodora era sempre pronta a citarmi un pensiero di Don Orione “Noi siamo soldati di Gesù Cristo, e però non dobbiamo temere, ma aumentare un coraggio superiore di gran lunga alle forze che sentiamo, perché dove finiamo noi, là comincia la forza di Dio che è con noi!” o “Dal profondo del nostro nulla leviamo lo spirito e il cuore al Cielo, vogliamo confidare in Dio, avere in Dio una fiducia senza limiti”.
Posso solo dire grazie alle Piccole Suore perché mi hanno dato molto, mi hanno fatta crescere umanamente e spiritualmente ma soprattutto hanno contribuito a mettere Don Orione davanti alla mia vita, come padre e maestro da seguire, più che come un ricordo e una bella storia passata.
San Luigi Orione, sacerdote e fondatore è veramente un santo dei nostri tempi tant’è che di lui esiste una vastissima bibliografia e periodicamente escono pubblicati stampati, riviste, quaderni di spiritualità, libri che lo riguardano, lo analizzano in tutti i suoi aspetti, parlano della sua opera, davvero grande.

 Francesca Sampino

Tutto ha inizio in un confessionale …

foto testimonianza Di LascioMaria ed Ugo Di Lascio

Siamo i coniugi Maria e Ugo Di Lascio e facciamo parte del MLO fin dalla sua costituzione. Prestiamo il nostro servizio di volontariato presso le strutture orionine di Tortona, città “centro e cuore della Congregazione”, in particolare al Piccolo Cottolengo.

Tutto è iniziato in un confessionale” provvidenzialmente” in un momento particolare della nostra vita. Lì abbiamo avuto la grazia di conoscere Don Vittorio Michelin, intrecciando un’amicizia che è durata fino all’ultimo giorno della sua esistenza terrena. Una figura di uomo e sacerdote semplice, buono, premuroso, paterno e spirituale, ed è stato come se improvvisamente ci avesse presi per mano e diretti verso una “strada migliore”, piena di fiducia coraggio e soprattutto speranza.

Fu da quel semplice contatto avuto nel suo confessionale, che un nuovo spirito ha preso il nostro cuore e aperto per noi nuovi orizzonti e soprattutto la conoscenza di un grande Santo: Don Orione, il quale ha conquistato tutta la nostra vita e che tutt’ora con il suo carisma continua ad essere il nostro faro di luce e di speranza. Tutto ciò, ci ha permesso di conoscere tante figure di religiosi orionini in particolare: l’eremita Fra’ Carlo, i direttori del Centro “Mater Dei”, Don Erasmo Magarotto, Don Alessandro D’Acunto, Don Severino Didonè, Don Francesco Maragno ed in particolare Suor Teresa Vila e Don Achille Morabito, conosciuto sempre in confessionale, il quale tutt’ora ci onora della sua fraterna amicizia e vicinanza alla nostra famiglia.

Ma la Perla più preziosa che abbiamo avuto in dono è stata “EDOARDO” un bimbo bellissimo del Piccolo Cottolengo che ci ha spinto a questa creatura meravigliosa.

Tutto questo ci ha dato l’occasione di conoscere la realtà di quell’ambiente giorno dopo giorno, caratterizzato da “sofferenza fisica” che viene alleviata con quella soave dolcezza della carità del donare.

Il Signore, attraverso il carisma del Santo fondatore di quest’Opera di Carità, ci ha concesso il bene inestimabile che si augura a tutte le famiglie.

Questa fusione di bene che abbiamo riscontrata, apprendendo e toccando con mano la sua ricchezza di amare sempre di più gli ultimi e i bisognosi; permettendoci di moltiplicare la nostra gratuità verso gli altri arricchendoci nella sensibilità e facendoci comprendere che non è giusto estraniarsi dai problemi altrui tanto più se sono così vicini a noi.

Vogliamo ancora ringraziare San Luigi Orione che ci ha dato l’opportunità di poter compiere opere di bene per il prossimo, arricchendoci interiormente e soprattutto dandoci la consapevolezza di non aver perso il nostro tempo inutilmente: tutto questo ci fa sentire sempre più vicini a Dio nella persona dei sofferenti e con tutto ciò è il nostro modo di esprimere la nostra fede.

Don Orione amava definire queste creature “perle” o “piccoli petali della corolla dei fiori che colorano l’Istituto dove vivono” tutto questo è autentica realtà di vita contrariamente a quella che ci si costruisce al di fuori di quelle mura.

Don Orione attraverso i suoi Piccoli Cottolengo sparsi in tutto il mondo da modo affinché si comprenda che la felicità è semplice da scoprire e va ricercata soprattutto là dove esiste la sofferenza: nessuno potrà mai restare indifferente o con il suo cuore provare tiepidezza di fronte all’immagine di queste creature.

Solo la presenza dello Spirito d’amore può spiegare tale fenomeno.

Marie e Ugo (Tortona)

UNA LUCE E’ ENTRATA NELLA MIA VITA.

Imagen 005Sr. M. Eliodora Vetturini

 Con piacere ricordo chi mi ha indicato Don Orione e perché me lo ha indicato, infatti non avevo mai sentito parlare di lui…

Sentivo l’attrazione per la Vita Religiosa e feci domanda alla Congregazione che conoscevo fin da bambina, ma non vi fui accolta a causa della vista debole. Certo in quel momento nel mio cuore era entrata tanta amarezza.

Il Signore però mise sui miei passi Sr. M. Gesuina, appartenente alla Famiglia di S. Annibale Maria di Francia (canonizzato nel 2004 assieme a S. Luigi Orione). Questa suora aveva frequentato la scuola di Assistente Sociale insieme a due suore di Don Orione ed era venuta a conoscenza che nella loro Congregazione accoglievano ragazze che avevano la Vocazione, anche con problemi visivi.

Mi comunicò questa notizia, mi diede l’indirizzo delle Suore di Messina e mi affidò alla Madonna; nel mio cuore si era accesa la “luce della speranza”.

Le suore che erano a Messina prestavano servizio nell’Istituto diretto dai Figli della Divina Provvidenza per i ragazzi poveri, e chiesi di essere ospitata per qualche giorno. Mi piacque molto lo stile di accoglienza, lo spirito di famiglia, la loro semplicità e la gioia che le contraddistingueva dalle altre suore, ed io mi sentiii a mio agio accanto a loro.

La giornata trascorreva tra preghiera e lavoro, lavoro e giaculatorie, sacrificio e serenità: tutto facevamo per amore del Signore, per la santificazione dei sacerdoti, per la salvezza delle Anime e per le Vocazioni.

Le suore mi diedero alcune riviste su Don Orione, un libro che narrava la vita del loro Fondatore. Mi piaceva leggere e divorai tutto e subito, felice di conoscere un “Prete sensibile, solidale, originale e intraprendente pur di seminare amore”.

La personalità di Don Orione, un uomo tutto di Dio e aperto alle necessità dei fratelli, mi affascinava, mi piaceva la sua immagine riportata nei quadri, il suo volto mi dava un senso di pace, di serenità, di fiducia, mi sentivo particolarmente coinvolta dal Suo sguardo dolce, penetrante e rassicurante, mi dava l’impressione che i suoi occhi, davano luce anche ai miei occhi.

Mi accorsi che Don Orione illuminava il mio cammino e mi sentivo confermata nella mia Vocazione; stavo iniziando a percorrere una strada non facile, impegnativa, ma bella, illuminata dal sorriso amabile del caro Don Orione, che oramai sentivo mio “educatore e Padre”.

Dal 1964 mi trovo nella Famiglia di San Luigi Orione, tra le Piccole Suore Missionarie della Carità, sono felice e porto nel cuore tanta riconoscenza per quella suora che mi ha fatto conoscere Don Orione e realizzare così la mia Vocazione.

Ho capito che il Signore scrive dritto anche su righe storte e per ciascuna persona ha un progetto di Amore.

Concludo questa testimonianza dicendo con il salmista:

“Loda il Signore anima mia;

loderò il Signore per tutta la mia vita.

Finché vivo canterò inni al mio Dio”

(Salmo 145)

“guarda chi sei veramente per Dio!”

Imagen 005

Suor M. Sabrina Murzi

Ho “incontrato” Don Orione per la prima volta durante una visita al Santuario di Monte Spineto (AL), dove i miei nonni andavano spesso.

In realtà non sapevo chi fosse quel sacerdote senza nome che da un quadro mi guardava, ma, ho pensato, doveva essere sicuramente un santo, data la lunga fila di lumini che lo illuminavano.

Rientrata in città, inconsciamente, ogni volta che entravo in una chiesa per me nuova, scorrevo i quadri nelle cappelle alla sua ricerca, ma di questo sacerdote così particolare neanche l‘ombra. Avevo un gran desiderio di conoscere qualcosa di lui, almeno il nome: di chi erano quei grandi e profondi occhi scuri? E quel sorriso così accogliente?

Da poco ritornata alla fede, dopo lunghi anni di “indifferenza”, sentivo dentro un qualcosa che mi spingeva a “recuperare” il tempo perduto e a far tesoro di ogni cosa.

Così decisi, qualche mese dopo aver incrociato lo sguardo di quello “strano prete “ che era l’ora di fare un po’ di volontariato, per dare un po’ di concretezza alla mia fede.

Ed il Signore, ineguagliabile nel sorprendere, mi aveva preparato un regalino: una signora, dall’aria serena, dopo la Messa domenicale propose il servizio di volontariato in un Piccolo Cottolengo: chi era interessato, all’uscita avrebbe trovato una volontaria a cui chiedere informazioni, che avrebbe consegnato un volantino di presentazione.

Come non cogliere l’occasione al volo? Era proprio “la luce” che avevo chiesto al Signore, per districarmi fra le tante associazioni. Così mi avvicinai … Io non so se la mia faccia abbia fatto intuire lo stupore e il rimescolio che avevo dentro: ma in quel volantino, a tutta pagina, c’era proprio il ritratto di quel sacerdote sconosciuto! Era Don Luigi Orione, il mio santo misterioso!

Superfluo dire che, forzando la mia timidezza, qualche giorno dopo ho varcato il cancello del Piccolo Cottolengo, con tanto batticuore ma felice di poter non solo vivere un’esperienza coinvolgente, ma di farlo dove “lui” aveva accolto, sorriso e amato i più piccoli, coloro di cui nessuno si prendeva cura.

Mi sono sentita subito “a casa”! E grazie alle volontarie e ai sacerdoti, ho iniziato a partecipare agli incontri di formazione e di preghiera, a leggere i suoi scritti e la sua vita… la vita incredibile di quest’uomo di Dio che sempre più mi andava conquistando.

Don Orione con le sue parole e i suoi gesti non mi trasmetteva altro che il Signore e la Madonna… e le “ragazze” del Piccolo Cottolengo non smettevano di farmi incontrare il Signore attraverso di loro… Il suo abbandono filiale a Dio Padre, il suo donare tutto sé stesso, gioie e sofferenze, a Gesù per il bene dei poveri e per amore di Dio, la sua ferma certezza che la Madonna è la Madre che tutto può per il bene dei suoi Figli… e quella mente aperta e profetica, quel cuore che legge dentro, quel coraggio nell’affrontare ciò che era più grande di lui e l’umiltà di farsi sempre ultimo … Come non chiedersi “perché” un uomo affronta povertà, fatiche, sofferenze con tanta letizie e pace?

Senza accorgermene e complice di Gesù, Don Orione si era infilato nella mia anima, l’aveva trasformata in un posticino in cui il Signore poteva prendere dimora, e mi prendeva per mano per condurmi a Lui… Sì, fra le tante anime che Don Orione ha portato a Gesù, ci sono anch’io.

Avevo iniziato il mio cammino di fede conquistata da Maria… Lei, da buona mamma, intuendo forse la mia “dura cervìce” e conoscendo quello che Suo Figlio aveva scelto per me, ha pensato bene che ci voleva un tipo che non si spaventasse di nulla e che sapesse, con l’esempio, la profondità e la dolcezza, mostrarmi quanto è bello e quanta forza e gioia c’è nel vivere per il Signore.

E ora, guardando indietro, riconosco che la scintilla che ha dato inizio alla mia vocazione di consacrata è stata l’incontro con quello sguardo, che, come in uno specchio in cui ci si riflette, mi ha sussurrato: “guarda chi sei veramente per Dio!”

Mi sembrava tutto una pazzia, all’inizio; ora è solo pienezza, amore, gioia e libertà!

Sì, Don Orione era il “folle di Dio”, folle della follia che è l’amore di Dio per ogni uomo, follia che gli ha riempito il cuore, la mente, l’anima … Così, se non volete essere conquistati da “Chi” può donarvi gioia e amore… non incrociate lo sguardo di quello “strano prete”: potrebbe farvi trovare la gioia della fede e della vita donata per amore!

CHI NON CONOSCE DON ORIONE?

 

Imagen 005Antonio Vetturini

Chi non conosce Don Orione, vive fuori dal mondo o dorme ad occhi aperti, senza nulla vedere e senza nulla sentire, perché quel “pretino, povero, umile, malvestito e scalcagnato” ha cambiato molte coscienze e molte situazioni socio-economiche, ponendo le condizioni più favorevoli per un autentico processo di emancipazione di uomini e donne, che vivevano ai margini della società .

Io ho avuto l’occasione e la fortuna di conoscere e apprezzare le molteplici attività di San Luigi Orione, quando mia sorella Benedetta entrò nella Congregazione delle Piccole Suore Missionarie Della Carità, come postulante. Quando, nel 1967, in un suggestivo clima di gioiosa commozione, Benedetta prese i voti e cominciò ad operare, come suora, ebbi maggiormente l’opportunità di approfondire la conoscenza del Santo fondatore.

Infatti, attraverso i racconti appassionati di Suor Eliodora e di alcune sue consorelle, cominciai a cogliere, comprendere e approfondire il vero spirito progettuale e la lungimiranza di quel Sacerdote, amato da alcuni e guardato con sospetto da altri. Se molteplici sono le iniziative e le opere di Don Orione in Italia e nel mondo, un significato particolare assume, a mio avviso, l’istituzione del “Ramo delle Sacramentine”, che ha consentito a numerose ragazze non vedenti di dedicarsi alla vita religiosa, al pari delle consorelle missionarie. Questa “rivoluzionaria” istituzione assume grande valore simbolico, in quanto, sino ad allora, alle persone non vedenti era assolutamente vietato pronunciare i voti, come suore e come sacerdoti. Una lode particolare meritano le Suore Sacramentine di Tortona, che, guidate e sollecitate da Suor Eliodora, hanno saputo accendere nel loro cuore e nella loro comunità una luce di speranza, anche per altri.

L’ormai tradizionale “Festa della Luce” costituisce ancora un commovente e gioioso momento di incontro e di confronto con gran parte della cittadinanza di quella località, che, così, ha potuto conoscere e apprezzare le capacità organizzative e propositive di quelle Suore non vedenti. Per queste e per altre ragioni, che per limiti di spazio non possono essere elencate e sottolineate, mi sembra quanto mai appropriata la santificazione di quel “pretino”, sempre umile e povero, che in molte occasioni seppe sporcarsi le mani, come, quando non esitò a rimboccarsi le maniche, per soccorrere chi soffriva e chiedeva aiuto, anche sotto le macerie, durante e dopo il terribile terremoto di Reggio e Messina, che sconvolse gran parte della Calabria e della Sicilia.

In conclusione, chi direttamente o indirettamente ha conosciuto Don Orione, non può ignorare motivi e finalità delle diverse iniziative, che, soprattutto, durante quest’anno in cui ricorre il 10° anniversario della sua canonizzazione, vengono prese, per promuovere e potenziare il ricordo e la conoscenza del grande Santo.

Amo este homem!

Imagen 005Conceição Benedetti

Falar de São Luis Orone é muito fácil e viver como ele viveu também! Eu não imagino minha vida sem trabalhar em suas obras, pois faz parte de minha família eu tenho ele como meu amigo, sou muito próxima a ponto de respirar o seu carisma diário. Muitos dizem que precisamos conhecer para amar pois eu amei sem conhecer, foi amor a primeira vista e nunca mais meu coração se aquetou. Meus filhos e marido todos são envolvidos nesse amor a ponto de me mandarem pra Itália por quarenta e cinco dias, vivendo o dia dia desse Santo. Muitos milagres em minha família, muitos sonhos e depois revelados em Tortona, eu digo sempre a todos que São Luis Orione me deu um nó na minha vida e nunca vai desatar. Amo este homem!

 Abraço.