“Só a caridade salvará o mundo”.

Imagen 005

Stefany Monteiro

Ao falar de Dom Orione guia-nos a caridade como Ele dizia “Só a caridade salvará o mundo”. Para conhecer o mundo teríamos que conhecer várias línguas, no entanto, não é necessário conhecer várias línguas porque a caridade fala uma única língua, como nos ensinou este bemfeitor de Deus que deu a sua vida aos pobres: «não é entre as palmeiras que eu quero viver e morrer, mas no meio dos pobres que são Jesus Cristo».

 Ele procurava sempre os pobres e mais necessitados de Deus pois onde há pobres aí está Jesus.

Eu comecei o primeiro contacto com as PIMC, atraves do discernimento vocacional,  onde sempre tinham a responsabilidade de nos transmitir a vida e Obra de Dom Orione. Durante o período de discernimento fazia o possível para não faltar nenhuma sessão, comecei a integrar-me com as Irmãs, fiquei muito entusiasmada com tudo aquilo e queria viver com mais intensidade a espiritualidade de Dom Orione. De seguida, foi-me feito o convite para fazer a experiência no aspirantado.

Decidi e fui. Até hoje não me arrependo porque valeu a pena, aprendi muito e tudo o que aprendi levo como bagagem no meu dia-a-dia. A forma de tratamento, as formações, reflexões, espelhando a vida de Maria em nossas vidas, viver com intensidade o carisma de Dom Orione, e cabia a cada uma de nós tirar uma lição de vida.

O que mais me impressiona é a sua dedicação a igreja ao Papa, ele que sempre dizia que devemos levar ao Papa os pequenos e as classes dos humildes trabalhadores, os pobres, os aflitos, os repudiados, que são os mais caros a Cristo e os verdadeiros tesouros da igreja de Jesus Cristo. Dos lábios do Papa, o povo ouvirá não as palavras que excitam ao ódio de classe, à destruição e ao extermínio, mas as palavras de vida eterna, as palavras de verdade, de justiça, de caridade: palavras de paz, de bondade, de concórdia, que convidam a amarmo-nos uns aos outros, e a nos ajudarmos para caminhar juntos, rumo a um futuro melhor, mais cristão e mais civilizado. “Praticai sempre o bem; fazei-o a todos, sem distinções. Bendizei sempre e não  amaldiçoeis jamais”(Dom Orione).

 

Annunci

Don Orione mi ha insegnato ad accettare e a ringraziare

 

Imagen 005di Luigia Guidi

Quando ero giovane, le domeniche giocavo con le bambine ospiti della Casa Don Orione.

La Signorina Carla, una persona quasi cieca, era la maestra di “Teatro”, che comprendeva: Buone maniere, Postura, Canto e Ballo. Educazione completa, senza tanti corsi organizzati.

Allora per me Don Orione era un nonno buono, custode delle mie amiche senza genitori.

Quando mi sono sposata sono entrata in una famiglia che si prendeva cura della coetanea di Don Orione: Adele Torti, sua sostenitrice, e benefattrice dello strano sacerdote.

Nel 1972, Centenario della nascita, si svolse in Piazza Matteotti, dove la mia famiglia di origine abitava, una festa commovente, coinvolgente, specialmente per mio papà, malato e sofferente, ma sempre orgoglioso di essere stato chierichetto di Don Luigi. Quella sera papà  ebbe una sospensione della sua depressione, ma…quindici giorni dopo “volò” dal tetto di casa. Non mori subito, ebbe modo di parlare con me e mia mamma e di richiedere i sacramenti. Più tardi, insieme al dolore e lo stordimento, capii che Don Orione aveva dato al suo chierichetto un aiuto, e a noi, un po’ di pace. Da allora Don Orione è diventato per me e mio marito Leone un compagno di viaggio che ci ha spinti fra le braccia della Madonna per “aprirci”.

L’anno dopo partecipammo ad un pellegrinaggio a Lourdes e per Leone cominciò un amore che si concretizzò in 48 pellegrinaggi con i malati.

Sono successe tante cose belle e brutte, ricordo: malattie, perdite, paure ma abbiamo imparato gradualmente, appoggiandoci al nostro santo “Luigino”, ad accettare e a ringraziare.

Recentemente in Santuario, davanti all’urna di Don Orione, abbiamo ringraziato il Signore e la Madonna per i 50 anni del nostro matrimonio.

Don Orione nella memoria di Madre M. Tarcisia – Sacramentina non vedente

sr M Tarcisia dell'Incarnazione

“Benché coi miei occhi non potessi vedere, penso che fosse grandissima la fede e la venerazione di Don Orione verso il SS. Sacramento. Ha voluto la famiglia religiosa, cui appartengo, proprio perché non mancasse mai l’adorazione al SS. Sacramento; e a noi diceva: „Voi dovete avere più fede ancora degli altri fedeli, perché essi vedono almeno l’ostia, voi non vedete nulla”. Ho anche sentito dire da altre consorelle che Don Orione molte volte fu trovato in chiesa, anche a sera inoltrata in preghiera davanti al SS. Sacramento.

Quanto alle feste voleva poi che fossero celebrate con la maggiore solennità possibile e ci raccomandava – quando nell’imminenza di esse aveva occasione di parlarci – di prepararci convenientemente. (…)

La carità verso il prossimo era – lo posso dire – la virtù caratteristica di Don Orione. Non c’era bisogno o infermità, fisica o morale, a cui egli non abbia pensato di provvedere. Ricordo che quando mi trovavo a S. Sebastiano Curone era una gioia per Don Orione trovarsi in mezzo ai vecchi ed i ricoverati, e ci diceva: „Curateli, trattateli bene, fate che nelle nostre Case essi ci si trovino contenti!”. Questa carità verso il prossimo era un riflesso della carità verso Dio perché in tutti quegli infelici vedeva e inculcava a noi di vedere Dio medesimo. Tutte le Case sono sempre state e sono tuttora aperte ad ogni miseria. Ai ricoverati non viene neppure domandato a quale religione essi appartengano: il solo bisogno è già una raccomandazione sufficiente.

Sono convinta che Don Orione ha praticato le opere di misericordia spirituale come ha praticato quelle corporali. In modo particolare gli stava a cuore la salvezza delle anime. Le sue case di carità venivano aperte più per mirare al bene delle anime che non per procurare un pane ai corpi. Ricordo che più di una volta venne da noi raccomandandoci calorosamente di pregare per la conversione di qualche peccatore che si trovava prossimo a morire”.

(Testimonianza per la beatificazione di Don Orione; Summarium 91-93).

 

KSIĄDZ ORIONE I JA…

Imagen 005Wstępując do Zgromadzenia nie znałam wcale Księdza Orione. W informatorze „Zgromadzenia zakonne na ziemi konińskiej” znalazłam krótką informację o niejakich Małych Siostrach Misjonarkach Miłosierdzia. Słowa Założyciela, które były tam zacytowane lekko mną potrząsnęły: „Lepiej jeden klasztor mniej niż jedna zła zakonnica więcej”. Radykalne – pomyślałam – nie ma żartów!…

Najpierw poznałam córki księdza Orione. Było to w Kole, na rekolekcjach dla dziewcząt. Jawiły mi się one jako osoby bardzo serdeczne i nie stwarzające dystansu w relacjach. Były naturalne, szczere, zawsze blisko uczestniczek i otwarte na ich potrzeby.

Czas formacji początkowej nie przybliżył mnie do realnej osoby księdza Orione. Pozostał dla mnie surowy i wymagający, walczący z tchórzami w króliczych futerkach. Miałam wrażenie, że w każdym swym liście krzyczy i nie wiedziałam czego ode mnie chce…

Tak było do momentu spotkania dla sióstr zorganizowanego w domu prowincjalnym, które miało na celu pogłębić w nas duchowość charyzmatu. W przedstawianych wypowiedziach Księdza Orione zaczęłam zauważać człowieka pełnego niesamowitego poczucia humoru. Już nie krzyczał, nie wymyślał od królików… a raczej łagodnością, cierpliwością starał się wykrzesać z człowieka, na którym mu zależało, to co najlepsze dla większej chwały Bożej…

Od jakiegoś czasu zauważam, że ksiadz Orione się do mnie uśmiecha. Ten z obrazu w prasowalni i ten ze ściany refektarza… Do tej pory okazywałam mu swoją obojętność. Myślałam: “Wiem, wiem… Pewno się cieszysz, że nie jestem już królikiem…”. Ale dziś to ja mam potrzebę żeby spojrzeć mu w oczy… , tym razem to ja szukam jego wizerunku… bo zrozumiałam, że jest on takim właśnie Założycielem jakiego chciałabym mieć.

Myślę, że chciał mieć „swoje” siostry „inne” niż te co były do tej pory. Nie chciał, dam noszących z dumą habit, dystyngowanych kobiet z klasztoru, które czynią miłosierdzie z poczuciem wyższości… Pisał o nas: „Są ubogie, ubożuchne, i ubierają się, odwrotnie niż Paryżanki, w szmaty. Dom na San Bernardino jest domem biednym, dla ubogich ludzi, bez wyglądu, nie przypomina konwentu ani instytutu zakonnego: wszystko w nim świadczy o ubóstwie, jeśli po prostu nie o nędzy” (Rzym, 18.11.1920; Pisma 39,142ss.).

Napierano na niego, by spisał Reguły Zakonne, domagano się tekstu Konstytucji, okazywano niezadowolenie i rozczarowanie jego brakiem organizacji. Ale on po prostu nie chciał, żeby przywiązano większą wagę do formy niż do treści. Tłumaczył, mówiąc o siostrach: „Do tej pory nie mają innej ustawy jak tylko świętą Ewangelię, z całą miłością i świętą wolnością, którą nasz Pan je opieczętował, i mają rozkład dnia. (…) zostały posłane by świadczyć miłosierdzie, przez co zostały nazwane Misjonarkami Miłości. (…) Nie ma pośpiechu ani z ustanowieniem porządku klasztornego, ani z zaciąganiem zobowiązań: będzie, co się Panu podoba. Teraz nie pragniemy niczego innego, jak tylko urabiać naszą duszę w Jego Bożej miłości i miłości bliźniego – cała reszta wydaje się nam bardzo drugorzędna i co ważniejsze, bardzo, bardzo względna” (Rzym, 18.11.1920; Pisma 39,142ss.).

Mimo to spotyka się z niezrozunieniem tych, którzy myślą, że wiedzą lepiej i widzą dalej. Świadczą o tym pełne taktu i delikatności słowa z listu do jednej z dobrodziejek: „Chcę zapewnić najlepszą Pani córkę, że nie zinterpretowałem wcale źle jej uczuć – więc niech odejdzie jak najspokojniejsza w Panu. Pani córka mówi mi o rzeczach trudnych… «o zobowiązaniach, z którymi powinienem był ją zapoznać, jak Reguły i Przełożeni Zgromadzenia». I mówi także: «Ciągle wierzyłam, że wszystko się ułoży, itd.»”. Ileż pokory i miłości wymaga skromna odpowiedź: „Och, błogosławione dziecko Boga, ale nie wie, że ja jestem biednym wieśniakiem i że nie pojmuję tych trudnych rzeczy. I jeśli Błogosławiony Cottolengo nie dał Reguł aż dopiero siedemnście lat po swojej śmierci, to czyż ja potrafię dać je za życia?” (16.02. 1927. – “Distinta Signora, insigne Benefattrice mia e dei miei poveri”; Pisma 47, 69).

Cieszę się, że nam takiego Ojca Założyciela, który wiedział o co mu chodzi… , który chciał przede wszystkim zatroszczyć się o dobrego ducha dla swoich córek. Myślę, że obawiał się włożyć nas w ramki, które mogłyby stać się przeszkodą dla swobodnego rozprzestrzeniania się miłości w takim kształcie, w jakim Bóg chciałby ją mieć w naszej Rodzinie Zakonnej. Dlatego powtórzę raz jeszcze jego słowa: „Nie ma pośpiechu ani z ustanowieniem porządku klasztornego, ani z zaciąganiem zobowiązań: będzie, co się Panu podoba. Teraz nie pragniemy niczego innego, jak tylko urabiać naszą duszę w Jego Bożej miłości i miłości bliźniego – cała reszta wydaje się nam bardzo drugorzędna i co ważniejsze, bardzo, bardzo względna” (tamże).

Poparcie takiego myślenia znajduję w wypowiedzi wizytatora apostolskiego, opata Emmanuela Caronti podczas I Kapituły Generalnej sióstr: „Tak jak pomyślano o gałęzi męskiej, tak należy pomyśleć o was i dać wam Konstytucje. Nie jakoby wam do tej pory brakowało Reguł albo Konstytucji, bo przeciwnie, ks. Orione był dla was żywą regułą przez swój przykład, ale brakowało ujęcia tego w formę jurydyczną, dostosowaną do wymagań Kodeksu [Prawa Kanonicznego]” (Relacja z Kapituły, 9 września 1942 roku (godz. 18,25), w ASPSMC III-c 1-5).

Na koniec zacytuje słowa z piosenki Jacka Cygana: “Życie jest darem od nielicznych dla wielu. Od tych co wiedzą i mają dla tych co nie wiedzą i nie mają…” On właśnie – Ksiądz Alojzy Orione – wiedział, miał i oddał wszystko…tylko czy my to zrozumieliśmy?

M. Faustyna

 

A tutti ha indicato la via del bene.

Imagen 005Ho avuto modo di conoscere Don Orione più di trent’anni fa, quando, nella mia parrocchia “Madonna della Divina Provvidenza” esisteva l’oratorio gestito dalle Piccole Suore Missionarie della Carità, per l’esattezza Sr. Maria Eliodora e Sr. Maria Terenzia. Si è instaurato sin da subito un bellissimo rapporto, fatto di spontaneità, sincerità e di affetti, ed è così che ho cominciato a frequentare la catechesi più assiduamente, a partecipare insieme ad altre ragazze ai campi-scuola che si svolgevano a Gibilmanna, dove le Piccole Suore mi hanno insegnato a pregare con la “Liturgia delle Ore” che nutre lo spirito nei momenti principali della giornata e prima del riposo notturno, in maniera che il tempo e il lavoro vengano santificati dalla preghiera.
Durante la Messa, che nel campo-scuola si svolgeva ogni giorno nel tardo pomeriggio, il sacerdote Don Castellaro (o Don Valenza), svolgeva un’omelia che portava al cuore dell’esperienza di santità di Don Orione; cioè alla vita di carità alimentata dall’esperienza di Dio ed espressa nell’amore verso il prossimo, infatti Don Orione è lo “stratega della carità” che proclama “Solo la carità salverà il mondo” e ancora “La Carità deve essere il nostro slancio e il nostro ardore, la nostra vita”.
Se S. Giovanni Bosco fu l’esempio per l’educazione dei ragazzi, S. Luigi Orione fu l’esempio per le opere di carità; girò varie volte l’Italia per raccogliere vocazioni e aiuti materiali per le sue molteplici Opere perché “nel suo cuore davvero c’era posto per tutti”. A tutti ha indicato la via del bene. Umile e ardimentoso, in tutta la sua vita fu sempre pronto e chino sui bisogni dei poveri, tanto da onorarsi dell’epiteto di “facchino della Divina Provvidenza”. Le mie giornate in oratorio con le suore mi hanno portata, come Don Orione, a vivere sempre più unita a Cristo e a capire che ruolo giocano nella mia vita la preghiera, la lettura spirituale e il raccoglimento e a consolidare il mio impegno di non lasciarmi trascinare dalle molteplici occupazioni, ma al contrario sapendole integrare nell’unione con il Signore, così come dice Don Orione “Viviamo in Gesù; viviamo di Gesù; viviamo per Gesù!”.
Quando mi scoraggiavo perché niente va sempre bene, niente resta immutato su questa terra: tutto è soggetto al cambiamento, al deterioramento, all’usura del tempo. Anche gli affetti più grandi, i sentimenti più profondi possono e di fatto mutano, si trasformano, Suor M. Eliodora era sempre pronta a citarmi un pensiero di Don Orione “Noi siamo soldati di Gesù Cristo, e però non dobbiamo temere, ma aumentare un coraggio superiore di gran lunga alle forze che sentiamo, perché dove finiamo noi, là comincia la forza di Dio che è con noi!” o “Dal profondo del nostro nulla leviamo lo spirito e il cuore al Cielo, vogliamo confidare in Dio, avere in Dio una fiducia senza limiti”.
Posso solo dire grazie alle Piccole Suore perché mi hanno dato molto, mi hanno fatta crescere umanamente e spiritualmente ma soprattutto hanno contribuito a mettere Don Orione davanti alla mia vita, come padre e maestro da seguire, più che come un ricordo e una bella storia passata.
San Luigi Orione, sacerdote e fondatore è veramente un santo dei nostri tempi tant’è che di lui esiste una vastissima bibliografia e periodicamente escono pubblicati stampati, riviste, quaderni di spiritualità, libri che lo riguardano, lo analizzano in tutti i suoi aspetti, parlano della sua opera, davvero grande.

 Francesca Sampino

Tutto ha inizio in un confessionale …

foto testimonianza Di LascioMaria ed Ugo Di Lascio

Siamo i coniugi Maria e Ugo Di Lascio e facciamo parte del MLO fin dalla sua costituzione. Prestiamo il nostro servizio di volontariato presso le strutture orionine di Tortona, città “centro e cuore della Congregazione”, in particolare al Piccolo Cottolengo.

Tutto è iniziato in un confessionale” provvidenzialmente” in un momento particolare della nostra vita. Lì abbiamo avuto la grazia di conoscere Don Vittorio Michelin, intrecciando un’amicizia che è durata fino all’ultimo giorno della sua esistenza terrena. Una figura di uomo e sacerdote semplice, buono, premuroso, paterno e spirituale, ed è stato come se improvvisamente ci avesse presi per mano e diretti verso una “strada migliore”, piena di fiducia coraggio e soprattutto speranza.

Fu da quel semplice contatto avuto nel suo confessionale, che un nuovo spirito ha preso il nostro cuore e aperto per noi nuovi orizzonti e soprattutto la conoscenza di un grande Santo: Don Orione, il quale ha conquistato tutta la nostra vita e che tutt’ora con il suo carisma continua ad essere il nostro faro di luce e di speranza. Tutto ciò, ci ha permesso di conoscere tante figure di religiosi orionini in particolare: l’eremita Fra’ Carlo, i direttori del Centro “Mater Dei”, Don Erasmo Magarotto, Don Alessandro D’Acunto, Don Severino Didonè, Don Francesco Maragno ed in particolare Suor Teresa Vila e Don Achille Morabito, conosciuto sempre in confessionale, il quale tutt’ora ci onora della sua fraterna amicizia e vicinanza alla nostra famiglia.

Ma la Perla più preziosa che abbiamo avuto in dono è stata “EDOARDO” un bimbo bellissimo del Piccolo Cottolengo che ci ha spinto a questa creatura meravigliosa.

Tutto questo ci ha dato l’occasione di conoscere la realtà di quell’ambiente giorno dopo giorno, caratterizzato da “sofferenza fisica” che viene alleviata con quella soave dolcezza della carità del donare.

Il Signore, attraverso il carisma del Santo fondatore di quest’Opera di Carità, ci ha concesso il bene inestimabile che si augura a tutte le famiglie.

Questa fusione di bene che abbiamo riscontrata, apprendendo e toccando con mano la sua ricchezza di amare sempre di più gli ultimi e i bisognosi; permettendoci di moltiplicare la nostra gratuità verso gli altri arricchendoci nella sensibilità e facendoci comprendere che non è giusto estraniarsi dai problemi altrui tanto più se sono così vicini a noi.

Vogliamo ancora ringraziare San Luigi Orione che ci ha dato l’opportunità di poter compiere opere di bene per il prossimo, arricchendoci interiormente e soprattutto dandoci la consapevolezza di non aver perso il nostro tempo inutilmente: tutto questo ci fa sentire sempre più vicini a Dio nella persona dei sofferenti e con tutto ciò è il nostro modo di esprimere la nostra fede.

Don Orione amava definire queste creature “perle” o “piccoli petali della corolla dei fiori che colorano l’Istituto dove vivono” tutto questo è autentica realtà di vita contrariamente a quella che ci si costruisce al di fuori di quelle mura.

Don Orione attraverso i suoi Piccoli Cottolengo sparsi in tutto il mondo da modo affinché si comprenda che la felicità è semplice da scoprire e va ricercata soprattutto là dove esiste la sofferenza: nessuno potrà mai restare indifferente o con il suo cuore provare tiepidezza di fronte all’immagine di queste creature.

Solo la presenza dello Spirito d’amore può spiegare tale fenomeno.

Marie e Ugo (Tortona)

UNA LUCE E’ ENTRATA NELLA MIA VITA.

Imagen 005Sr. M. Eliodora Vetturini

 Con piacere ricordo chi mi ha indicato Don Orione e perché me lo ha indicato, infatti non avevo mai sentito parlare di lui…

Sentivo l’attrazione per la Vita Religiosa e feci domanda alla Congregazione che conoscevo fin da bambina, ma non vi fui accolta a causa della vista debole. Certo in quel momento nel mio cuore era entrata tanta amarezza.

Il Signore però mise sui miei passi Sr. M. Gesuina, appartenente alla Famiglia di S. Annibale Maria di Francia (canonizzato nel 2004 assieme a S. Luigi Orione). Questa suora aveva frequentato la scuola di Assistente Sociale insieme a due suore di Don Orione ed era venuta a conoscenza che nella loro Congregazione accoglievano ragazze che avevano la Vocazione, anche con problemi visivi.

Mi comunicò questa notizia, mi diede l’indirizzo delle Suore di Messina e mi affidò alla Madonna; nel mio cuore si era accesa la “luce della speranza”.

Le suore che erano a Messina prestavano servizio nell’Istituto diretto dai Figli della Divina Provvidenza per i ragazzi poveri, e chiesi di essere ospitata per qualche giorno. Mi piacque molto lo stile di accoglienza, lo spirito di famiglia, la loro semplicità e la gioia che le contraddistingueva dalle altre suore, ed io mi sentiii a mio agio accanto a loro.

La giornata trascorreva tra preghiera e lavoro, lavoro e giaculatorie, sacrificio e serenità: tutto facevamo per amore del Signore, per la santificazione dei sacerdoti, per la salvezza delle Anime e per le Vocazioni.

Le suore mi diedero alcune riviste su Don Orione, un libro che narrava la vita del loro Fondatore. Mi piaceva leggere e divorai tutto e subito, felice di conoscere un “Prete sensibile, solidale, originale e intraprendente pur di seminare amore”.

La personalità di Don Orione, un uomo tutto di Dio e aperto alle necessità dei fratelli, mi affascinava, mi piaceva la sua immagine riportata nei quadri, il suo volto mi dava un senso di pace, di serenità, di fiducia, mi sentivo particolarmente coinvolta dal Suo sguardo dolce, penetrante e rassicurante, mi dava l’impressione che i suoi occhi, davano luce anche ai miei occhi.

Mi accorsi che Don Orione illuminava il mio cammino e mi sentivo confermata nella mia Vocazione; stavo iniziando a percorrere una strada non facile, impegnativa, ma bella, illuminata dal sorriso amabile del caro Don Orione, che oramai sentivo mio “educatore e Padre”.

Dal 1964 mi trovo nella Famiglia di San Luigi Orione, tra le Piccole Suore Missionarie della Carità, sono felice e porto nel cuore tanta riconoscenza per quella suora che mi ha fatto conoscere Don Orione e realizzare così la mia Vocazione.

Ho capito che il Signore scrive dritto anche su righe storte e per ciascuna persona ha un progetto di Amore.

Concludo questa testimonianza dicendo con il salmista:

“Loda il Signore anima mia;

loderò il Signore per tutta la mia vita.

Finché vivo canterò inni al mio Dio”

(Salmo 145)